Projekt nowelizacji ustawy o ustroju Warszawy przygotowany przez posłów PiS przewiduje, że z 408 radnych 18 stołecznych dzielnic zostanie 203 , z ponad dwudziestu w każdej dzielnicy połowa lub mniej – po dziewięciu w dzielnicach do 50 tys. mieszkańców, jedenastu w tych do 100 tys. mieszkańców i trzynastu w dzielnicach, w których mieszka do 200 tys. osób. Taki pomysł to zdaniem autorów projektu odpowiedź na obecną sytuację gospodarczą. Zmiana w ustawie ograniczyłaby koszty funkcjonowania rad dzielnic i przyniosłaby rocznie około 8,5 mln zł oszczędności (każdy z radnych pobiera dietę w wysokości ok. 2 tys. zł miesięcznie.) Liczba radnych mogłaby się zmniejszyć już od przyszłej kadencji samorządu.
– Rady dzielnic są zbyt liczne, a pełnią funkcję pomocniczą i jedynie opiniują uchwały – uzasadnia projekt jeden z jego autorów Mariusz Błaszczak z PiS. – Stołecznych radnych, tych z Rady Warszawy i rad dzielnic, jest w sumie 469, kiedy np. w największych miastach amerykańskich jest ich około 50, a na obszarze Ile de France (Paryża i okolic) około 160 – argumentuje.
Pomysł PiS spodobał się mieszkańcom. – Przecież wielu radnych to darmozjady. Wystarczyłaby ich połowa. Wtedy być może wybierani na kolejną kadencję byliby tylko ci najlepsi, najaktywniejsi – mówi Bartosz, mieszkaniec Woli.
Posłowie PiS forsują projekt od blisko pół roku. Powstał na przełomie stycznia i lutego. Później trafił do Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. Ta odesłała go do dalszych prac w podkomisji, która z kolei poprosiła o opinię Radę Warszawy. Na ostatniej sesji radni większością głosów Platformy i SLD ocenili pomysł PiS negatywnie: – Warszawa dąży do decentralizacji władzy. Na rady dzielnic spadnie wkrótce więcej obowiązków i zadań. Ograniczenie liczby radnych uniemożliwiłoby prawidłowe ich wykonywanie – wyjaśnia Lech Jaworski, radny PO. Jego zdaniem dotychczasowy model dobrze spełnia swoją rolę. – Gdyby na przykład w Wilanowie zostało jedynie dziewięciu radnych, każdy z nich musiałby być członkiem wszystkich komisji. Doszłoby do absurdów – uważa.
Podobnego zdania jest prof. Michał Kulesza, jeden z autorów ustawy samorządowej, który projekt PiS-u nazywa populistycznym: – Blisko 500 radnych to niewielu na około 2 mln mieszkańców stolicy. To żaden luksus. Tym bardziej że niektóre stołeczne dzielnice można porównać do średnich miast, a ich radni muszą kontrolować gigantyczne budżety. Więc choć niektórzy z nich bywają leniwi, są potrzebni – uważa.
Projekt ma więcej przeciwników, a tych najbardziej znaczących wśród posłów Platformy. – Też chcemy ograniczyć liczbę radnych, ale nie w takim zakresie, jak chciałby tego PiS. Jesteśmy przeciw temu projektowi – mówi Andrzej Halicki z PO. Opozycja traci więc nadzieję, że projekt w ogóle będzie głosowany w Sejmie. – Stanowisko Rady Warszawy i posłów Platformy każe wątpić, by komisja sejmowa zaopiniowała go pozytywnie – mówi Mariusz Błaszczak. PiS miał też pomysł okrojenia 60-osobowej Rady Warszawy, ale z niego się wycofał. – Oszacowaliśmy, że oszczędności z tego tytułu byłyby niewielkie – mówi dziś Błaszczak.
