Poseł do Parlamentu Europejskiego

Czego szukasz?

Aktualności

Andrzej Halicki: Dwie megalomanie

Zakładając, że nie dojdą w Polsce do władzy zwolennicy „kłamstwa
smoleńskiego” oraz że Rosjanie uznają jakąś formę przyznania, że obsługa
lotniska w Smoleńsku popełniła błędy, sądzę, że w dłuższej perspektywie
antyrosyjskie emocje wygasną.

Czy katastrofa smoleńska wpłynie na stosunki polsko-rosyjskie w
przyszłości? Katastrofa już wpłynęła na te stosunki. Pytanie tylko, co z
dotychczasowego wpływu się utrzyma, a co zaniknie. Z jednej strony
doprowadziła do ich otwarcia, którego symbolicznym wyrazem stał się
słynny gest Putina w Smoleńsku czy obecność prezydenta Rosji jako
jedynego z wielkich przywódców w katedrze wawelskiej. Z drugiej
wznieciła odrodzenie starych uprzedzeń i stereotypów, bez których nie
powstałaby żadna z teorii spiskowych na temat jej przyczyn. Przejawem
pierwszej tendencji było spojrzenie Polaków na Rosjan jak na podobnie
odczuwających ludzi (czego dowodem był list z podziękowaniem podpisany
przez wielu Polaków). Fakt istotnej zmiany nastrojów społecznych w tym
zakresie musieli uwzględnić nawet politycy PiS – słynne przesłanie
prezesa Kaczyńskiego, tak odmienne od tonu, w którym dotychczas o Rosji
się wypowiadał. W wymiarze politycznym zaowocowała ona ociepleniem
stosunków (przynajmniej w warstwie werbalnej i głównie na najwyższym
szczeblu, bo np. stanowisko Rosji w sprawie zbrodni katyńskiej przed
Trybunałem w Strasburgu nie uległo zmianie). Jednocześnie konieczność
dwustronnego wyjaśnienia przyczyn samej katastrofy (nikt rozsądny nie
mógł zakładać, że którekolwiek z państw w nią zaangażowanych zrzeknie
się prawa do samodzielnego wyjaśnienia jej aspektów technicznych i
karnych) otworzyła zupełnie nowe „pole minowe” we wzajemnych stosunkach,
zanim jeszcze uporaliśmy się z rozminowaniem pól pozostawionych przez
historię. Co gorsza, pole to położone było niebezpiecznie blisko obok
najgroźniejszego z nie do końca rozminowanych terenów o nazwie Katyń.
Szansę połączenia obu pól dostrzegli od początku przeciwnicy zbliżenia z
Rosją i zaczęli realizować ją poprzez nazewnictwo, używając do opisu
katastrofy takich pojęć, jak: „polegli”, „męczennicy”, „ofiary złożone
na ołtarzu narodowej pamięci”, a nawet „Katyń 2010”, co już wywołało
oficjalny protest Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich. W ten sposób sprawa
katastrofy stała się orężem w rozgrywce politycznej opozycji z rządem.

Podobne zjawisko, choć w nieporównanie mniejszej skali zaszło po stronie
rosyjskiej, gdzie część przeciwników obecnej władzy wystąpiła z
ostrzeżeniem do Polaków, z góry kwestionując rzetelność prowadzonego w
Rosji postępowania.

Punktem zwrotnym w utrzymującej się równowadze obu tendencji stała się
konferencja prasowa publikująca raport MAK, którą opozycja w Polsce
potraktowała jako znakomitą okazję do połączenia starego pola minowego z
nowym, czego dobitnym dowodem jest jej określenie jako „kłamstwa
smoleńskiego”, nawiązujące wprost do zakorzenionego w języku polskim
„kłamstwa katyńskiego”. (Samo to zestawienie zdradza intencje autorów –
oni już wiedzą, że podobnie jak w Katyniu winni są wyłącznie Rosjanie,
co przeczy oczywistym faktom). Znaczna część mediów powtórzyła je,
traktując niewątpliwie jednostronne ustalenia Rosjan jako atak na „honor
polskiego żołnierza”, „godność narodu” i tym podobne wartości,
niepodlegające racjonalnej ocenie. Kompletnie pominięto rozbieżność
między stanowiskiem większości ekspertów lotnictwa, którzy nie wnosząc
zastrzeżeń do tego, co raport zawierał, podkreśli jego niepełność.
Trudno przewidzieć, jak długo utrzymają się antyrosyjskie emocje,
świadomie podsycane przez opozycję. Zasadnicze znaczenie ma tu
ogłoszenie pełnego polskiego raportu ujawnienia polskich przyczyn
katastrofy (i możliwość wyciągnięcia z niego konsekwencji).

Obarczenie wyłączną odpowiedzialnością strony polskiej i zlekceważenia
lub wręcz pominięcie własnych niedociągnięć przez MAK wpisuje się w
rosyjską tradycję niepozostawiania nawet skazy na „Matuszce Rossiji”,
choć stoi to w poprzek deklaracji politycznych najwyższych władz Rosji.
Dodatkowo ta megalomania państwowa (Rosja) z narodową (Polska). Jak to
wpłynie na przyszłość naszych wzajemnych stosunków? Zakładając, że w
najbliższej przyszłości nie dojdą w Polsce do władzy zwolennicy
„kłamstwa smoleńskiego” oraz że Rosjanie uznają jakąś formę przyznania,
że obsługa lotniska w Smoleńsku tego dnia popełniła wiele błędów, sądzę,
że w dłuższej perspektywie antyrosyjskie emocje wygasną, pozostanie
natomiast pamięć życzliwej postawy zwykłych ludzi oraz ludzkich gestów.

„Katastrofa smoleńska” stanowi natomiast dla polskich elit wyzwanie (ale
także okazję) na niwie wewnętrznej, i to nie tyle politycznej co
świadomościowej. Jest okazją, żeby podjąć walkę z megalomanią narodową,
każącą każde wydarzenie rozpatrywać w kategoriach „słoń a sprawa
polska”, szukać winnych wszędzie, tylko nie u siebie i dopisywać
mistyczne znaczenia do trywialnych faktów. Wiara w zdolność Polski do
współdecydowania o znaczących światowych procesach i potencjalna rola na
arenie międzynarodowej nie może być równoznaczna z arogancją i pychą.
Jak zakończy się to starcie, jest znacznie ważniejsze dla przyszłości
naszego kraju niż stanowisko Rosjan – bo jak słusznie powiedział Donald
Tusk – „jeśli oni nie chcą widzieć własnych zaniedbań – to ich problem”.

źródło: wyborcza.pl

← Wszystkie aktualności

Ustawienia prywatności

Możesz zmienić decyzję w dowolnym momencie. Odmowa nie ogranicza dostępu do tekstów i zdjęć zapisanych w serwisie.

Niezbędne — zawsze aktywne

Działanie strony, bezpieczeństwo, logowanie redakcji i zapamiętanie tej decyzji przez 180 dni.

Filmy, odtwarzacze i obrazy spoza tej strony, m.in. YouTube (Google), Facebook (Meta), TOK FM i Polskie Radio. Ich dostawcy otrzymują dane połączenia i mogą stosować własne cookies. Niektóre usługi przetwarzają dane poza EOG.

Przeczytaj politykę prywatności