– Zna pan „Starucha”?
– A skąd mam go znać?
– Chociażby stąd, że w zeszłym roku pięciu działaczy PO w tym m.in. pan zabiegaliście w liście do prezesa Legii Warszawa o cofnięcia zakazów dla chuliganów Legii Warszawa, w tym właśnie dla „Starucha”. Chyba wiedział pan komu chce cofnąć zakaz stadionowy?
– Wokół tej sprawy narosło wiele nieporozumień, więc dobrze, że jest okazja żeby ją wyjaśnić. Na wstępie muszę zaznaczyć, że w tym liście nie było mowy o żadnych nazwiskach. List dotyczył tylko pierwszego spotkania na nowym stadionie pomiędzy Legią Warszawa a Arsenalem Londyn. W zeszłym roku byłem mediatorem w konflikcie pomiędzy miastem, zarządem klubu, a trzecią stroną, którą byli kibice. Celem mediacji było ułożenie relacji w tym trójkącie i spowodowanie, że nowy obiekt sportowy, który powstał w Warszawie będzie użytkowany ku satysfakcji warszawiaków, klubu, wszystkich tych, którzy kochają sport.
– …i kiboli, za którymi Platforma się wtedy stawiła, a dziś z nimi walczy.
– Kibice są elementem widowiska sportowego, ale nie ma zgody na jak pan użył „kiboli”, czyli osób które z premedytacją łamią prawo. Nigdy nie namawiałem nikogo do tego, żeby nie respektował zakazów stadionowych.
– Ale dzięki politykom PO w zeszłym roku Legia Warszawa uchyliła zastosowane przez klub zakazy stadionowe wobec 14 osób.
– Nie mylmy dwóch pojęć, czyli zakazu klubowego, który nakładany jest przez klub na skutek naruszenia wewnętrznych regulacji klubowych z zakazem stadionowym orzeczonym przez sąd. Jednak obydwa te zakazy powodują, że można komuś odmówić zakupu biletów pomimo tego, że jest w bazie danych klubu. Konflikt toczył się głownie o historyczny znak, herb, kolorystykę stadionu, krzesełek, materiałów reklamowych, itd. W tej sprawie został zawarty kompromis i porozumienie. Byłem mediatorem, a nie stroną w sporze.
czytaj całość: onet.pl
